OOPS. Your Flash player is missing or outdated.Click here to update your player so you can see this content.
Witam na stronie poświęconej wyprawom i wycieczkom rowerowym
 „Wszystko wydaje się niemożliwe,
tym którzy niczego nie próbują.”

                                                                   Roald Amundsen

 
Rumunia 2009

RELACJA Z WYPRAWY DO RUMUNII

1. dzień - 22.07.2009
89km, avs 18km/h
Przemyśl – Lishnia

Pobudka o 5 rano, żeby zdążyć na pociąg o 6:04 z Gliwic do Przemyśla. Wlókł się przez Śląsk i w efekcie w Rzeszowie był 40 min spóźniony. Tam właśnie wsiadł Bartek i do Przemyśla jechaliśmy już we dwójkę. A w Przemyślu przed dworcem spotkaliśmy się z Patrykiem, który wyjechał z Dąbrowy Górniczej rowerem 2 dni wcześniej. W ten oto sposób byliśmy już w komplecie :). Pojechaliśmy na chwilę na rynek, a potem już w kierunku granicy z Ukrainą w Medyce. Wymieniliśmy pieniądze, a sama odprawa zajęła nam około godziny. Jeszcze na granicy spotkaliśmy polskiego sakwiarza wracającego z Rumunii. Jakość dróg na Ukrainie z pewnością nas nie zachwyciła, ostrzegali nas też o tym na granicy. Momentami droga fatalna i tyle dziur w jezdni, że samochody czasem jeździły i wyprzedzały nas z prawej strony szutrowym poboczem, co było dla nas dużym zaskoczeniem. Ta część Ukrainy wyglądała na dość biedną i zaniedbaną. Rozbiliśmy się nad rzeką i dzięki temu mogliśmy się też umyć.

ImageImage

2. dzień – 23.07.2009
135km, avs 19,km/h
Lishnia – Vistova

Niezbyt się wyspałem tej pierwszej nocy, może jeszcze nie do końca odespałem poprzednią, gdzie spałem koło 4 godzin. Rano odwiedziły nas krowy które w pobliżu były wyprowadzane i zaczęły się dobierać do naszych rowerów :p, na szczęście nic nam nie zjadły. Pojechaliśmy w stronę Drohobycza, a następnie w kierunku Iwano Frankowska. Trasa nie była szczególnie ciekawa, choć było po drodze troszkę podjazdów, które mogły nas lekko zmęczyć (nawet 10%  jak podawały znaki), tym bardziej, że było bardzo gorąco. Rozbiliśmy się ponownie nad rzeką, niedaleko miejsca gdzie przyjeżdżało nad wodę sporo osób. My znaleźliśmy mniej widoczne miejsce i tam na małej piaszczystej plaży postanowiliśmy nocować. Po umyciu się i kolacji posiedzieliśmy trochę nad rzeczką przy piwie. Niebo było bardzo czyste tego wieczora i pięknie było widać gwiazdy. Poszliśmy spać przed około 23. Rozważaliśmy też opcję przejazdu fragmentu Ukrainy pociągiem, ale mieliśmy zdecydować następnego dnia.

ImageImage

3. dzień – 24.07.2009
64km, avs 16km/h
Vistova  – Oprihnieni

Pojechaliśmy w stronę Iwano Frankowska, największego miasta w okolicy i tam sprawdziliśmy jak jeżdżą pociągi. Postanowiliśmy pojechać pociągiem do Czerniowiec, skąd do granicy z Rumunią jest już tylko kilkadziesiąt kilometrów. Mieliśmy ponad godzinę do odjazdu więc poszliśmy zjeść jakieś hamburgery. Ceny na Ukrainie są bardzo niskie, około 2 razy taniej niż w Polsce. Za przejazd pociągiem 145km każdy z nas zapłacił za bilet na siebie i rower w przeliczeniu na złotówki około 8zł. Śmieszna wręcz cena. Do pociągu udało nam się wejść po uprzednim zdjęciu sakw z bagażników. W pociągu jakiś dziwny klimat, ludzie śpią, chodzą w podkoszulkach i ogólnie jakoś tak inaczej niż w Polsce. Po 3 godzinach jazdy dojechaliśmy do Czerniowiec. Stamtąd po przejechaniu kilkunastu kilometrów postanowiliśmy się rozbić – gdzież by indziej jak nie nad rzeczką :). Przeszliśmy na drugą stronę rzeczki w dogodniejsze miejsce i Bartek rozciął trochę palca u nogi ale na szczęście potem w jeździe nie przeszkadzało mu to zbytnio. Jeszcze podjechaliśmy z Patrykiem do sklepu do wioski po małe zakupy i wróciliśmy się rozbić jak już się ciut ściemniło.

ImageImageImage 

4. dzień – 25.07.2009
107km, avs 18,5km/h
Oprihnieni – Vadu Moldovei

Rano przyszły jakieś dzieci i bawiły się chwilę nad rzeczką koło naszych namiotów. Po przejechaniu 15km dotarliśmy do granicy z Rumunią. Odprawa poszła sprawnie, ok. 20 minut i po godzinie 10 byliśmy już w Rumunii :). Ukraina, a przynajmniej ta część przez która jechaliśmy nie zachwyciła nas zbytnio. Za to Rumunia spodobała nam się od razu. W pierwszym mieście wymieniliśmy ukraińskie hrywny na rumuńskie leje. Jechaliśmy w kierunku Suceavy, ale ok. 3km przed tym miastem odbiliśmy kawałek żeby zobaczyć zabytek UNESCO. Spotkaliśmy tam też turystów z Polski. Wróciliśmy na drogę do Suceavy i jechaliśmy obraną przez nas wcześniej trasą. W samej Suczawie zwiedziliśmy kolejny zabytek religijny. Po drodze ładne widoki, a w oddali było widać góry. Nocleg nad rzeką Moldova tuż koło miejscowości Vadu Moldovei.

ImageImageImage 

5. dzień – 26.07.2009
125km, avs 19km/h
Vadu Moldovei – Tasca

Ruszyliśmy do Targu Neamt, do którego było około 25km. Stamtąd postanowiliśmy pojechać dłuższą, lecz ciekawszą trasą w stronę Bicaz wzdłuż jeziora Izvorul Montelui. Trasa bardzo ładna widokowo, co chwila było widać piękne jezioro położone wśród gór i często zatrzymywaliśmy się żeby zrobić fotki. Sporo podjazdów i zjazdów podczas przejazdu tą drogą, ale na pewno warto było nią pojechać. Następnie dotarliśmy do Bicaz i tam zrobiliśmy zakupy. Rozbiliśmy się tuż za Bicaz, w miejscowości Tasca gdzie w ogródku przy jednym z domów pozwolono nam przenocować. Przyszedł jeszcze pewien starszy Rumun, który proponował nam żebyśmy się napili z nim wódki, ale odmówiliśmy bo różnie by się to mogło skończyć :p.

ImageImage

Image

6. dzień – 27.07.2009
118km, avs 18,5km/h
Tasca – Sancraieni

Po śniadanku i zebraniu się ruszyliśmy w stronę wąwozu Bicaz. Droga cały czas lekko pod górę a po przejechaniu około 18km wjechaliśmy do Parku Narodowego Cheile Bicazului – Hasmas i zaczął się wąwóz. Piękny przejazd drogą między skałami i świetne widoki dookoła. Szosa wiła się między górami, a na krótkich odcinkach nachylenie drogi dochodziło do 10%. Sam wąwóz to około 7km przejazdu i niezapomniane wrażenia. Następnie przejazd przez tunel i potem droga wiodła jeszcze cały czas w górę i dojechaliśmy do jeziora Lacu Rosu. Po jeszcze kilku kilometrach wspinaczki zdobyliśmy przełęcz Bicaz o wysokości 1256m. Tam sobie chwilkę odpoczęliśmy i zjedliśmy coś. Czekał nas 11km zjazd do Gheorgeni. Był trochę dziurawy i już po dojechaniu do miasta chciałem poprawić sakwę i urwał mi się pasek mocujący, ale na szczęście Patryk poratował mnie plastikowymi opaskami zaciskowymi no i 3 trytytki starczyły na naprawienie mocowania. Dalej udaliśmy się na południe w stronę Miercurea-Ciuc. Droga bardzo ładna bo dookoła można było podziwiać piękne góry, a po drodze odwiedziliśmy jeszcze sanktuarium malowniczo położone w górach. W Miercurea-Ciuc zrobiliśmy zakupy i rozbiliśmy się kawałek za miastem w wiosce Sancraieni.

ImageImageImageImage

ImageImage

7. dzień – 28.07.2009
129km, avs 18,5km/h
Sancraieni – Rasnov

Z rana ruszyliśmy w kierunku Brasova, najpierw boczną drogą przez Sansimion, a następnie przez Baile Tusnad. Droga bardzo przyjemna, wśród otaczających nas gór przejeżdżaliśmy przez ładne wsie rumuńskie. Przejechaliśmy przez centrum Sfantu Gheorghe i udaliśmy się mniej uczęszczaną drogą do Brasova. W Brasovie obejrzeliśmy sobie część miasta z bardzo ładnym rynkiem i górą dominującą nad miastem, na której ułożony jest napis Brasom w stylu napisu Hollywood na wzgórzu. Z Brasova do Rasnova postanowiliśmy pojechać dłuższą, lecz mniej ruchliwą drogą przez Poiana Brasov. Droga cały czas pięła się w górę i jechaliśmy tak około 7-8km. Warto było tamtędy pojechać bo z góry piękne widoki na cały Brasov. Z Poiana Brasov zjechaliśmy do Rasnova, w którym to w pewnym momencie ujrzeliśmy wielki zamek położony wysoko na wzgórzu. Po zrobieniu zakupów  w mieście zaczęliśmy szukać miejsca do noclegu i znaleźliśmy dogodne miejsce na polu niedaleko rzeki.

ImageImage

ImageImageImage

Image

8. dzień – 29.07.2009
84km, avs 17km/h
Rasnov – Campulung

Ruszyliśmy o godzinie 9 i po przejechaniu 10km dotarliśmy do miejscowości Bran, w której znajduje się zamek Draculi – jeden z naszych celów. Postanowiliśmy zwiedzić zamek (11 lei od osoby za zwiedzanie). Zostawiliśmy rowery tuż za bramą wejściową na teren zamku i poszliśmy zwiedzać. Zamek bardzo ładny i ciekawy, z wieloma komnatami i zakamarkami. Po 1,5h zwiedzania ruszyliśmy w dalszą trasę. Czekała nas wspinaczka pod przełęcz Bran. Po ok. 16km jazdy pod górę zdobyliśmy przełęcz o wysokości 1290m. Po drodze oczywiście piękne górskie widoki :). Z przełęczy zjazd w stronę Rucar, a dalej jazda w stronę Campulung i po drodze mijane przez nas malowniczo położone miasteczka. Odwiedziliśmy jeszcze Mateias Mauzoleum - mauzoleum żołnierzy poległych w latach 1916-1918, które było tuż obok drogi którą jechaliśmy. Później już dojazd do Campulung, w którym zrobiliśmy zakupy i pojechaliśmy za miasto, skręcając po chwili na drogę prowadzącą do Curtea de Arges. Tuż po zjeździe na nią rozbiliśmy się na jakiejś działce przy lesie.

ImageImageImage

ImageImage

Image

9. dzień – 30.07.2009
69km, avs 16,5km/h
Campulung – Capataneni

Z rana od razu trochę trudności na trasie, 2-3km podjazdy o nachyleniu 8%, a następnie zjazdy. Droga, która jechaliśmy przecinała doliny rzek, stąd też jazda kilka kilometrów w górę, a następnie w dół.  W Curtea de Arges wjechaliśmy do centrum i zobaczyliśmy cerkiew książęcą Biserica Domneasca. W tym mieście wysłałem też znalazłem pocztę i wysłałem pocztówki. Patryk wysłał tego samego dnia po drodze w jakiejś wiosce, ale pani na poczcie nie miała już znaczków na moje pocztówki ;p. Z miasta udaliśmy się już powoli w stronę szosy transfogaraskiej. Dojechaliśmy do Capataneni i spotkaliśmy przed kempingiem Rumuna podróżującego na rowerze, który powiedział nam trochę o drodze w stronę szosy transfogaraskiej. Rozważaliśmy czy jechać jeszcze kawałek dalej, bo było dopiero koło 17, ale zdecydowaliśmy też się rozbić na tym kempingu. Podjechaliśmy jeszcze tylko kawałek do sklepu po jakieś małe zakupy i wróciliśmy się rozbić.

ImageImageImage 

10. dzień – 31.07.2009
99km, avs 16km/h
Capataneni – Cartisoara

Wyruszyliśmy z kempingu o 8:45. Rano spotkaliśmy jeszcze innego sakwiarza z Rumunii, który jechał w tą samą stronę co my, lecz wyruszał nieco później. Do przełęczy Balea mieliśmy 63km. Po wyruszeniu, droga przez około 5km wiodła pod górę ładnymi serpentynami. Po pokonaniu tego przewyższenia dojechaliśmy do tamy i ukazało się piękne jezioro Vidraru, a w tle piękne i wysokie góry. Pojechaliśmy wzdłuż jeziora nieco dłuższą trasą, która miała być ładna widokowo, lecz nie było zbyt dużo miejsc z których było widać jezioro. Jechało się jednak przyjemnie bo droga położona w dużej części w cieniu drzew. Na tej drodze spotkaliśmy sporą grupkę rowerowych turystów z Polski :). Po minięciu jeziora myślałem, że droga będzie wiodła już cały czas pod górę, ale okazało się, że jeszcze przez kilka kilometrów były niedługie podjazdy i zjazdy. Około 20km przed przełęczą zaczęła się już właściwa wspinaczka na przełęcz. Po chwili zaczęły odsłaniać się cudowne widoki i pięknie wijąca się wśród gór szosa. Widoki na prawdę wspaniałe, porównywane z widokami podczas jazdy alpejskimi przełęczami. Robiliśmy sporo postojów, bo było co fotografować i na co patrzeć. Nie sposób opisać to wszystko, tam trzeba być. Sam podjazd na przełęcz z jeziorkiem Balea nie był szczególnie stromy i jechało mi się całkiem dobrze. Tuż przed przełęczą dogonił nas Rumun spotkany rano na kempingu. Zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie i pokonaliśmy wspólnie ostatnie 2km do przełęczy. Przed jeziorkiem Balea jeszcze 800m tunelu, w którym było totalnie ciemno. No ale jakoś go przejechaliśmy i dotarliśmy na wysokość 2040m. Rumun pojechał w dół, a my poszliśmy nad jeziorko, pięknie położone wśród gór. Tam zjedliśmy obiad i szykowaliśmy się do zjazdu. Północna strona szosy, którą mieliśmy zjeżdżać też wyglądała przepięknie z góry. Podczas 20km zjazdu też zrobiliśmy jeszcze trochę fotek. Już prawie pod koniec zjazdu zobaczyliśmy masę rowerzystów, którzy rozbili się nad rzeką. Był to zlot rumuńskiego forum rowerowego, na którym był także spotkany przez nas wcześniej Rumun. Też udało nam się tam rozbić i jeszcze tylko podjechaliśmy do sklepu po zakupy.  

ImageImage

ImageImageImage

ImageImage

ImageImage

ImageImageImage

11. dzień – 1.08.2009
115km, avs 21km/h
Cartisoara – Tapu

Wyruszyliśmy o 9:30 i po paru km dojechaliśmy do głównej drogi, która prowadziła do Sibiu. Po 50km jazdy tą drogą dotarliśmy dość szybko do miasta. Droga mało ciekawa, dość ruchliwa, w oddali było jedynie widać góry. Tuż przed Sibiu dogonił nas Rumun, którego już wcześniej spotkaliśmy i znów pojechaliśmy kawałek razem. W Sibiu razem z nim obejrzeliśmy rynek i zrobiliśmy wspólne fotki i potem pojechał w swoją stronę. Patryk niestety złapał gumę i musiał załatać dętkę i zrobiliśmy też przerwę na jedzenie. Na ławce obok nas siedzieli turyści niemieccy, którzy jedli właśnie obiad, ale zostało im trochę jedzenia więc chętnie przyjęliśmy trochę szynki, sera, pomidora i oliwek. Potem zrobiliśmy kilka fotek w centrum i postanowiliśmy jechać dłuższą, lecz ciekawszą i mniej ruchliwą drogą w stronę Medias. Patryk ponownie złapał gumę – tym razem drugie koło. Spotkaliśmy 2 sakwiarzy z Niemiec, z którymi chwilę pogadaliśmy i postanowiliśmy pojechać kawałek razem (około 25km). Droga bardzo ładna, trochę pagórkowata, a po drodze mijane ładne miasteczka. Za Axente Sever zrobiliśmy zakupy i pod sklepem walnęliśmy pamiątkową fotkę z Niemcami, a następnie pożegnaliśmy się i skręciliśmy na drogę w stronę Blaj.  Kilkanaście kilometrów dalej rozbiliśmy się obok budowy nad rzeką. Tam budowy pilnował Rumun, który powiedział, że możemy rozbić się obok jego budy. Próbował z nami pogadać, ale jakoś nie mogliśmy się dogadać i było trochę śmiechu, nie mówiąc już o myciu pleców – ale o tym wie coś więcej Bartek ;p.

ImageImage

Image 

12. dzień – 2.08.2009
132km, avs 19km/h
Tapu - Carpinis

Wyjechaliśmy koło 9 i kierowaliśmy się w stronę Blaj, a następnie Teius. Droga całkiem fajna, mało aut i jechało przyjemnie. Później pojechaliśmy w kierunku miasta Zlatna – niezbyt ładne, stare i opuszczone fabryki. Zrobiliśmy tam zakupy i pod sklepem spotkaliśmy czworo Polaków, którzy podróżowali po Rumunii autostopem wraz z instrumentami, na których grali. Po zakupach zjedliśmy razem obiad w zacienionym parku i zrobiliśmy wspólną fotkę. Dalej pojechaliśmy w kierunku Abrud. Po przejechanych tego dnia 105km zaczął się podjazd, który miał około 9km. Następnie zjazd i szukanie noclegu już za Abrud. W Carpinis znaleźliśmy miejsce koło szkoły i boiska, którym opiekował się pewien młody Rumun. On pozwolił nam się rozbić obok i przyniósł nam też jakieś winko w butelce plastikowej ;p. Po 22 skończyli grać na boisku ze sztuczną trawą i zrobiło się cicho i poszliśmy spać.

ImageImage

Image

13. dzień – 3.08.2009
126km, avs 19,5km/h
Carpinis – Pocola

Rano napiliśmy się trochę kawy, którą przyniósł nam koleś od boiska. Pojechaliśmy w stronę Campeni i mijaliśmy kolejne górskie miejscowości. W Garda de Sus odbiliśmy z głównej drogi, żeby zobaczyć jaskinię znajdującą 2km od niej. Jaskinia była całkiem spora i było w niej przyjemnie chłodno. Wróciliśmy na główną drogę i jechaliśmy w stronę przełęczy Vartop. Góry w tym rejonie były dość skaliste. Początkowo droga na przełęcz lekko pod górę, a potem około 10km już dość mocny podjazd. Na przełęczy na wysokości 1160m zjedliśmy sobie obiad. Była tam też grupa starszych rowerzystów z Francji, z którymi jeździły także samochody - pewnie zorganizowana wyprawa rowerowa. Zjazd z przełęczy miał około 15km i był dość dziurawy. Następnie droga schodziła lekko w dół i powoli wyjeżdżaliśmy z gór, które było już potem widać tylko z daleka. W mieście Beius, przy sklepie spotkaliśmy dwóch Polaków, którzy właśnie zaczynali podróż na rowerach po Rumunii. Kawałek za miastem, w miejscowości Pocola rozbiliśmy się jak to zwykle nad rzeką.

ImageImage

ImageImage

14. dzień – 4.08.2009
130km, avs 20km/h
Pocola – Mikepercs

Naszym najbliższym celem była Oradea. Wydawało nam się, że droga będzie raczej płaska. Jednak było jeszcze trochę podjazdów 1-2km o nachyleniu 7%. Po drodze kupiliśmy jeszcze arbuza, którego zjedliśmy we trójkę. Gdy dotarliśmy do Oradei na liczniku było 55km i była godzina 12:30. Wjechaliśmy do centrum, żeby zobaczyć trochę zabytków, a następnie wyjechaliśmy z miasta i jechaliśmy w stronę granicy z Węgrami. Po 10km dotarliśmy do granicy, która szybko przekroczyliśmy. Strażnicy widząc, że jesteśmy z Polski puścili nas bez sprawdzania dokumentów. O 14:20 byliśmy już na Węgrzech i tak zakończyła się nasza podróż po Rumunii, którą będziemy na pewno bardzo miło wspominać. Na Węgrzech droga bardzo płaska i momentami monotonna. Jechaliśmy przez wsie mijając po drodze pola słoneczników i kukurydzy. Patryk po raz 3 na tej wyprawie złapał gumę, ale wymiana dętki poszła szybko. Nocleg znaleźliśmy na kempingu kilka kilometrów przed Debreczynem. Obozowała tam jakaś grupa Węgrów i pozwolili nam się tam rozbić za darmo. Bardzo fajne miejsce i gorąca woda pod prysznicem J, tylko obok był inny kemping na którym do północy grali jakieś pieśni.

ImageImage

ImageImage

15. dzień – 5.08.2009
56,5km, avs 17km/h
Mikepercs – Slivnik

W nocy sporo padało i z rana także deszczu było jeszcze trochę. Niezbyt chciało się wychodzić z namiotów. Poczekaliśmy jeszcze jakiś czas, aż deszcz trochę przejdzie i w końcu ruszyliśmy około 10. Już przestawało padać, a my jechaliśmy do Debreczyna, do którego dotarliśmy po ponad 10km. Tam na dworcu kolejowym kupiliśmy bilety na pociąg z 2 przesiadkami w miastach Nyiregyhaza i Szerencs dojechaliśmy do Satoraljaujhely, które znajduje się tuż przy granicy ze Słowacją. Podróż pociągami zajęła nam około 3,5h. Pociągi całkiem fajne, z wygodnymi siedzeniami, tylko na rowery czasem mało miejsca. Granice przekroczyliśmy na rowerach i postanowiliśmy dojechać do Koszyc, gdyż pociąg z Novego Mesta był dopiero za 2h. Wiatr w twarz momentami dość mocno przeszkadzał i utrudniał jazdę, ale ujechaliśmy jeszcze trochę tego dnia i rozbiliśmy się w miejscowości Slivnik, ok. 25km przed Koszycami.

ImageImage

ImageImage

16. dzień – 6.08.2009
61km, avs 17km/h
Slivnik - Gliwice

Po zebraniu się z miejsca noclegu i oczyszczenia butów z błota na polu przez które przechodziliśmy jazdę zaczęliśmy o 9:30. Po kilku kilometrach pojawił się dość stromy podjazd, za to potem 7km zjazdu. Później już droga do Koszyc raczej płaska, a nawet trochę w dół. Po znalezieniu dworca kolejowego i sprawdzeniu połączeń mieliśmy prawie 2h do odjazdu, więc postanowiliśmy trochę zwiedzić miasto. Centrum miasta bardzo ładne i zabytkowe i zrobiliśmy sporo zdjęć. Zrobiliśmy jeszcze zakupy i wróciliśmy na dworzec. Udaliśmy się pociągiem do miasta Stara Lubovna z przesiadką w Popradzie. Stamtąd mieliśmy 15km do granicy polskiej. Około 5km podjazdu, a potem już prawie że cały czas w dół aż do granicy. Na zjeździe zaczęło strasznie lać i przeczekaliśmy około 10 min pod daszkiem. Po chwili oczekiwania pojechaliśmy dalej i przekroczyliśmy granicę, a następnie dojechaliśmy do Piwnicznej Zdrój. Mieliśmy szczęście bo za 10 min jechał pociąg do Tarnowa, ostatni tego dnia. Wsiedliśmy do niego i po 21 byliśmy w Tarnowie. Stąd każdy jechał już pociągiem w swoją stronę. Po 23 Patryk miał pociąg do Dąbrowy Górniczej, Bartek do Rzeszowa, a ja czekałem na pociąg do Gliwic, który miał przyjechać o godzinie 1:00, a spóźnił się jeszcze 30min. W ten sposób skończyła się nasza wspólna i piękna przygoda, którą nieraz będę jeszcze bardzo miło wspominał.

ImageImage

ImageImage

 

 

Na koniec chciałbym podziękować wszystkim bez których ta wyprawa nie odbyła by się, w szczególności Patrykowi i Bartkowi, którzy zdecydowali się na tę podróż, jak również tym, którzy trzymali kciuki za powodzenie wyprawy :). Ogromne dzięki !!

 

Zdjęcia z wyprawy można zobaczyć w dziale Galeria zdjęć badź też na Picasaweb.